Księgozbiór

Przegląd narzędzi do katalogowania domowych zbiorów

Sprawdzając statystyki naszych domowych regałów, często zauważamy pewien niepokojący, a zarazem piękny chaos. Zbiór zaczyna się od kilkudziesięciu egzemplarzy, by nagle, niczym życiodajna grzybnia, rozrosnąć się do rozmiarów, nad którymi tracimy kontrolę. W pewnym momencie każdy zbieracz staje przed pytaniem: co ja właściwie posiadam? Czy ten tom poezji Herberta pożyczyłem, czy może zgubił się podczas przeprowadzki?

Katalogowanie to nie tylko biurokracja. To proces intymny. To nadawanie imion naszym cichym towarzyszom i wyznaczanie im miejsca w naszej przestrzeni – zarówno tej fizycznej, jak i cyfrowej. Zanim jednak znajdziemy ten jedyny, idealny system, warto przyjrzeć się różnym ścieżkom, jakie oferuje nam polski (i nie tylko) internet. Każda z nich odpowiada innej potrzebie naszej zbieraczej duszy.

Dla cyfrowych rzemieślników: Excel i Zeszyt

Zacznijmy od fundamentów. Dla wielu z nas pierwszym katalogiem był zeszyt w kratkę, w którym pieczołowicie notowaliśmy autorów i tytuły. Dziś jego rolę przejmuje Excel lub Google Sheets. To rozwiązanie dla tych, którzy cenią surową kontrolę nad danymi. Sami tworzymy kolumny, sami decydujemy, czy ważniejszy jest rok wydania, czy kolor okładki. Jest w tym pewna "twardość", o której pisał Tarkowski – system jest solidny, ale mało elastyczny. Brakuje tu magii okładki, którą widzimy na ekranie, czy możliwości szybkiego podzielenia się zbiorem z przyjacielem jednym linkiem, co oferują nowocześniejsze systemy przeglądarkowe (o czym wspomnę później). Excel to samotnia analityka.

Dla sentymentalnych archiwistów: Programy desktopowe

W czeluściach sieci wciąż można znaleźć programy instalowane bezpośrednio na dysku komputera, takie jak Domowa Biblioteczka (często już nierozwijana, ale wciąż dostępna na portalach typu instalki.pl) czy bardziej zaawansowany Alfa Ebooks Manager. To rozwiązania dla tych, którzy lubią mieć wszystko "u siebie", offline. Przypominają one solidne, dębowe katalogi biblioteczne. Pozwalają na bardzo szczegółowe opisywanie książek, dodawanie własnych pól i kategorii. Ich wadą jest jednak to, że przykuwają nas do jednego urządzenia. W dobie, gdy chcemy sprawdzić w antykwariacie, czy mamy dany tom, brak dostępu z telefonu bywa bolesny. Czasem tęsknimy za rozwiązaniem lżejszym, dostępnym w chmurze, jak choćby Lektuarium, które uwalnia nas od konkretnego sprzętu.

Dla łowców kodów: Aplikacje mobilne

Współczesny zbieracz często nosi całą bibliotekę w kieszeni. Aplikacje takie jak Handy Library (w polskiej wersji "Mój księgozbiór"), Bookshelf czy opisywana na blogach Moja Biblioteka, zamieniają aparat telefonu w skaner kodów kreskowych. To niesamowite ułatwienie – "bip" i książka jest w bazie. Te aplikacje są szybkie, kolorowe i często generują przyjemne dla oka statystyki. Pozwalają śledzić pożyczone egzemplarze, co jest kluczowe, by nasze zbiory nie topniały w niewyjaśnionych okolicznościach. Jednak aplikacja mobilna to często zamknięty ogród. Trudno wyeksportować te dane, trudno pokazać je komuś, kto nie ma tej samej apki. To świetne narzędzia pomocnicze, ale czy stanowią one pełnoprawny system zarządzania naszą intelektualną spuścizną?

Dla pragnących połączyć światy: Lektuarium

Na koniec zostawiłem rozwiązanie, które zdaje się rozumieć, że książka to zarówno przedmiot fizyczny, jak i nośnik idei. Lektuarium to system dostępny w przeglądarce, działający płynnie na każdym telefonie i komputerze.

Dlaczego warto o nim wspomnieć w kontekście wszystkich powyższych? Ponieważ łączy ich zalety, eliminując wiele wad.

Błyskawiczność i prostota: z każdego miejsca na Ziemi, po wejściu na główną stronę możesz przeszukiwać swoje książki. Po zalogowaniu możesz też korzystać z bibliodesku, gdzie łatwo zaimportujesz książki z dowolnego Excela lub dodasz ręcznie (skanując kody lub wpisując literka po literce).

Fizyczność spotyka cyfrowość: W Lektuarium możesz dodać własne egzemplarze książek, które następnie możesz ozdobić pięknymi kartami bibliotecznymi. Możesz też stworzyć własny ekslibris do oznaczenia kolekcji. To wszystko jest oczywiście opcjonalne, bo rdzeniem systemu jest błyskawiczne przeszukiwanie twojego księgozbioru, piękna szata graficzna oraz brak reklam.

Porządek i elastyczność: Możesz tworzyć wirtualne półki, odzwierciedlające układ twoich regałów.

Więź: Możesz dodawać szczegóły do swoich egzemplarzy lub nadać książkom papierowe, unikalne kody. Zamień swoją domową biblioteczkę w bibliotekę do dzielenia się książkami ze znajomymi! Kiedy zeskanują twój kod, będziesz mógł ustawiać im mejlowe przypomnienia o oddaniu!

Pokaż się: Możesz opcjonalnie odsłonić przybliżoną lokację swojej biblioteki na mapie. Dzięki temu, jeśli kiedyś zdecydujesz się puścić książkę w świat – sprzedać ją lub oddać – jej historia powędruje z nią do nowego właściciela. Dzięki temu sprawdzisz co się z nią będzie dziać w przyszłości!

Lektuarium to coś więcej niż tabela w Excelu czy lista przeczytanych pozycji. To narzędzie dla tych, którzy chcą być bibliotekarzami z krwi i kości we własnym domu. Pozwala nie tylko gromadzić, ale i wymieniać się, śledzić losy tomów albo budować społeczność wokół prywatnych zbiorów. To ty wybierasz jak i ile funkcjonalności chcesz używać. Jeśli szukasz systemu, który uszanuje duszę Twojej biblioteczki, a jednocześnie da Ci nowoczesne narzędzia do zarządzania nią – to jest miejsce, w którym Twoje poszukiwania mogą się zakończyć.

Wybór narzędzia to pierwszy krok do tego, by zapanować nad chaosem i dać swoim książkom katalog, na jaki zasługują.