Z jednej strony w dużej mierze znana już historia Pinokia i na początku irytowało mnie, że to po prostu ta sama historia, te same wątki, ale z upływem historii okazuje się, że Tołstoj pamięta z oryginalnej historii coraz mniej i mniej, a już zwłaszcza nie pamięta o celu całej tej wędrówki drewnianego chłopca. Sama więc historia jest w rezultacie niestety znacznie słabsza.
Mimo wszystko oceniam wysoko. Po pierwsze ponieważ historia jest za to znacznie przyjemniej napisana (przekład Tuwima może też swoje zrobił),porównując z kanciastym językiem Collodiego, którego Pinokio gęsto utkany jest dodatkowo męczącym moralizatorstwem.
Drugi powód jest taki, że wydanie, które czytałem, jest przepięknie ilustrowane przez Aleksandra Koszkina.