Jestem filologiem klasycznym (mam doktorat) i niespełnionym polonistą (studiowałem 2 lata), ale interesuję się wszystkim, co dzieje się w ludziach i między ludźmi. Nie jestem już związany z akademią i nie mogę powiedzieć, żebym tego żałował.
Jestem nauczycielskim dzieckiem, więc w domu zawsze było dużo książek i komiksów, które tato kupował we własnej młodości. To był początek lat 90-tych i rodzice co miesiąc kupowali kolejne tomy z serii "Tak żyli ludzie" - pięknie ilustrowane francuskie albumy historyczne, które w Polsce wydawało Wydawnictwo Dolnośląskie. Czytałem je po kilkadziesiąt razy i to z pewnością one rozbudziły we mnie zamiłowanie do przeszłości. Tato był też przez pewien czas bibliotekarzem w wiejskiej bibliotece. Często tam zaglądałem i jako pięciolatek przeczytałem wszystkie dostępne komiksy o Thorgalu, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie i, trzeba przyznać, trochę mnie straumatyzowały.
Jako młody nastolatek czytałem głównie komiksy (Kajko i Kokosz, Tytus, Romek i Atomek, oraz komiksy Carla Barksa o Kaczorze Donaldzie, które miały silny wpływ na moje młodzieńcze, na szczęście przejściowe, poglądy polityczne) i fantastykę. Dopiero w liceum, poprzez zetknięcie z bardzo charyzmatyczną polonistką, przestawiłem swoje czytelnicze upodobania - i w zasadzie całe swoje życie - na zupełnie nowe tory. Kundera, Mann, Hrabal, Borges - to chyba najważniejsi autorzy mojego okresu licealnego, przynajmniej jeśli chodzi o autorów spoza kanonu. Bo równolegle stałem się też psychofanem Schulza (minęło mi) i polskiego romantyzmu (pogłębiło się). Pisałem opowiadania w estetyce realizmu magicznego, za którym wtedy przepadałem, a którego teraz nie lubię, i marzyłem, by zostać pisarzem.
Niestety, byłem również zbyt pewnym siebie aroganckim młodzieńcem, więc maturę rozszerzoną zdałem w stopniu niewystarczającym, by dostać się na polonistykę. W ten sposób trafiłem na filologię klasyczną i, co tu dużo gadać, odnalazłem się na niej wyśmienicie. W okresie studiów zacząłem też interesować się poezją. Barańczak, Herbert, Giorgos Seferis, Aleś Razanau - to była moja topka. Nie byłbym sobą, gdybym sam też nie próbował pisać. Ostatecznie jednak nie udało mi się niczego opublikować, nie odważyłem się też nigdy wystąpić na slamie. Pozostałem piszącym czytelnikiem.
Na doktoracie nastąpiła kolejna zmiana - w zasadzie przestałem czytać beletrystykę. No i zacząłem czytać głównie po angielsku. Nie było mi z tym dobrze. Nie podobało mi się, czym zacząłem się stawać.
Kilka lat temu porzuciłem akademię na dobre, rozwiodłem się i poczułem, że powoli zaczynam wracać do siebie. Znowu jestem tym nietowarzyskim odludkiem, otoczonym książkami. Teraz do moich zainteresowań czytelniczych doszła jeszcze literatura dziecięca, którą bardzo polubiłem. Starannie wybieram książki dla mojej córki i z wielką przyjemnością czytam jej do poduszki, dlatego martwi mnie, że tak często wybiera wiersze Rusinka, których nie lubię. Mam nadzieję, że z tego wyrośnie.